O autorze
Piotr - student pierwszego roku II stopnia Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej na UMCS-ie, a także redaktor serwisu cdaction.pl. Główne hobby to przede wszystkim gry komputerowe i wszystko, co z nimi związane. I to właśnie o nich ma zamiar pisać na tym blogu.
Przemysław - przyrodnik propagujący ochronę zwierząt i humanitarne obchodzenie się z nimi. Obserwator i miłośnik ptaków, z zamiłowania zajmujący się hobbystycznie i amatorsko fotografią przyrody.
Mają nadzieję, że razem zaciekawią swoimi opiniami wielu czytelników.

CD-Action okiem stałego współpracownika, czyli co zawdzięczam osiemnastoletniemu pismu

CD-Action i cdaction.pl sporo zawdzięczam. ;)
CD-Action i cdaction.pl sporo zawdzięczam. ;) cdaction.pl
Michał Wąsowski pisał dzisiaj o jego doświadczeniach z CD-Action - pismem dla graczy, które wchodzi właśnie w pełnoletność i kończy 18 lat. Twierdzi, że magazyn wywarł na niego duży wpływ i zainspirował go do zostania dziennikarzem. W zasadzie jako długoletni członek redakcji cdaction.pl mógłbym napisać to samo - CDA zawdzięczam bardzo wiele. Ba, to właśnie ono umożliwiło mi zawodowe pisanie o grach. W jaki sposób?

Zabrzmi to niewiarygodnie, ale na poważnie grami zacząłem interesować się stosunkowo niedawno. Pierwszy numer CD-Action kupiłem co prawda w 1999 roku (ten, do którego dołączono przygodówkę Wacki: Kosmiczna Roz(g)rywka) – tuż po tym, jak stałem się właścicielem swojego pierwszego komputera. Kolejne nabywałem jednak sporadycznie, mało tego – nigdy nie zaglądałem do środka, interesowała mnie tylko zawartość umieszczona na coverze.



Podobnie miało być w maju 2006 roku. W trakcie pobytu w szpitalu kupiłem CDA, bo na płycie znalazła się interesująca mnie gra. Jaka? Przyznam się bez bicia, że nie pamiętam dokładnie (ech, ta starcza skleroza… :)), ale najprawdopodobniej była to jedna z odsłon Legacy of Kain. W którą nadal – po tylu latach – jeszcze nie zagrałem…

Tym razem – z nudów – zagłębiłem się jednak w lekturę pisma. I dobrze zrobiłem – wciągnęła mnie na tyle, że cały numer przeczytałem w niespełna dwa dni. Od tamtej pory CD-Action kupowałem regularnie każdego miesiąca, „zaliczając” go od deski do deski. Ale jeszcze wtedy nie wiązałem swojej przyszłości z pismem, ani tym bardziej z dziennikarstwem.

Pierwsze kroki w tym kierunku postawiłem rok później, gdy przypadkiem natknąłem się na Polter – popularny fanowski serwis o fantastyce, który zajmuje się nie tylko książkami, ale i filmami, komiksami oraz grami. Opiera się on na ciekawym mechanizmie – za publikowane teksty użytkownik nagradzany jest punktami, które później może wymienić na ciekawe nagrody (m.in. książki i filmy). Zacząłem pisać, aż pewnego dnia – widząc moją wysoką aktywność – zaproponowano mi stałą współpracę. Dziękuję przy tym Łukaszowi Maludy, ówczesnemu szefowi działu gier PC na Polterze, który dał mi szansę. To właśnie dzięki niemu zdobyłem pierwsze szlify, co otworzyło mi drogę do CD-Action.

W jaki sposób? Pewnego razu na polecenie Łukasza napisałem swój pierwszy dłuższy tekst – recenzję The Club. W tym samym czasie redakcja CDA organizowała konkurs na skórkę dla swojego forum. A jako że mój brat zajmował się wówczas grafiką, zaproponowałem mu, by wziął w nim udział, zwłaszcza, że mieszka we Wrocławiu. Po wysłaniu zgłoszenia, dostał zaproszenie do siedziby pisma, co postanowiłem wykorzystać – poprosiłem go, by pokazał moją recenzję The Club komuś z redakcji. Reakcja była zaskakująca – moje „wypociny” spodobały im się tak bardzo, że zaproponowano mi współpracę przy tworzeniu nowej wersji cdaction.pl, która miała wkrótce wystartować z zupełnie nowym „imidżem”. I tak zacząłem spamować na stronie.

Od tamtego momentu minęło sporo czasu i wiele się zmieniło – „przeżyłem” trzech redaktorów prowadzących, a serwis gruntownie się zmienił. Ta praca nie jest lekka, o czym niektórzy mogli przeczytać w moim "pamiętniku newsmana" sprzed kilku lat. Oczywiście zdarzały się – i zdarzać się nadal będą – trudne chwile, ale zacisnąłem zęby i je przetrwałem. Było warto, bo dzięki temu mogłem spojrzeć na branżę od tej drugiej strony, doceniając robotę developerów, którzy przestali być dla mnie anonimową grupą.

Pracy tej sporo zawdzięczam i nie piszę tego tylko przez grzeczność. To niepodważalny fakt. Nabrałem doświadczenia i umiejętności, których – ze smutkiem to stwierdzam – na studiach bym nie zdobył. Powiem więcej: praca ta dała mi znacznie więcej niż zajęcia na uczelni. Dlatego też jestem wdzięczny Tymonowi Smektale i Kamilowi Krupińskiemu (czyli Hutowi i Berlinowi), którzy przez tyle lat musieli się ze mną „użerać” – dzięki nim udało mi się znacząco rozwinąć. A nie było to łatwe, proste i przyjemne – musiałem się wiele nauczyć. Dzisiaj z przerażeniem – a nieraz i ze wstydem – patrzę na teksty sprzed prawie sześciu lat.

W trakcie całej swojej „kariery” związanej z cdaction.pl miałem wiele pięknych chwil. Na przykład nigdy nie zapomnę momentu, kiedy zaproponowano mi napisanie recenzji Mass Effecta 3, która miała pojawić się na stronie. To było pierwsze duże wyzwanie. Pech chciał, że natrafiłem na „naturalne przeszkody” – rozłożyła mnie choroba, musiałem więc grać i pisać walcząc z silnym przeziębieniem. Na szczęście dałem radę. A satysfakcja? Ogromna.

Ciągle też będę wspominał mój pierwszy tekst wydrukowany w piśmie – o niepełnosprawnych graczach. Kiedy zobaczyłem go w magazynie poczułem dumę. Wielką.

Portal cdaction.pl jest dla mnie bardzo ważną częścią życia i czuję się za niego współodpowiedzialny– w końcu byłem świadkiem, jak z małej strony, będącej wizytówką pisma, portal stał się istotnym serwisem w polskim internecie growym. Dlatego mam nadzieję, że będę z nim jeszcze przez wiele lat.

Piotrek.
Trwa ładowanie komentarzy...