(Nie)obiektywna TVP: gry to zło!!!

TVP Info o europejskim festiwalu gier Digital Dragons.
TVP Info o europejskim festiwalu gier Digital Dragons.
Nie od dziś wiadomo, że media żerują na sensacji. Im bardziej kontrowersyjny temat, tym większa oglądalność lub większa liczba odsłon, czyli tzw. „klików”. Szkoda tylko, że czasami to dziennikarze sztucznie tworzą taką „sensację” przedstawiając dane zjawisko w – delikatnie pisząc – nieobiektywnym świetle. Tak jak zrobiło to TVP w niedawnym materiale o europejskim festiwalu gier w Krakowie.

W czwartek i piątek – 24-25 maja – w Krakowie odbył się Digital Dragons – europejski festiwal gier, na którym developerzy uczestniczą w pokazach, warsztatach i panelach dyskusyjnych. Jest to ważna impreza, nad którą patronat objął wicepremier Waldemar Pawlak i minister kultury Bogdan Zdrojewski.



Gry? To zło!

Takie wydarzenie nie umknęło uwadze nie tylko fanom wirtualnej rozrywki, ale także dziennikarzom głównego nurtu. Logika jednak nakazywałaby skupić się w swoich materiałach na rzetelnym przedstawieniu festiwalu oraz samych gier. Z niezrozumiałych jednak dla mnie przyczyn tą drogą nie poszło TVP – w materiale wyemitowanym na kanale TVP Info impreza była tylko punktem wyjścia, który posłużył do pokazania gier, jako uzależniającej rozrywki.


Materiał TVP Info o europejskim festiwalu gier Digital Dragons. A raczej o uzależnieniu...

I w zasadzie nie byłoby w tym nic dziwnego, bo rzeczywiście czasem wirtualne światy mogą stać się nie większym zagrożeniem niż uzależnienie od np. alkoholu. Problem w tym, że w materiale TVP założono z góry tezę, że gry są złe i nie noszą za sobą niczego dobrego – nawet nie starano się poruszyć pozytywnych zjawisk związanych z graniem (w tym m.in. integrację społeczną, wzrost kreatywności itd.). Ba, dla lepszego „efektu” pokazano „brutalne” momenty z Wiedźmina 2, twierdząc, że takich scen jest więcej. Autor materiału nie zająknął się jednak ani słowem o tym, że gra ta jest przeznaczona tylko dla pełnoletniego odbiorcy, a na jej pudełku widnieje oznaczenie PEGI 18+.

Całkowicie rozbroił mnie ostatni komentarz dziennikarza, według którego lepiej poczytać książkę niż pograć. Tak, bo książki nie uzależniają i nie psują relacji ze społeczeństwem, ale gry już tak? Litości…

Standardowa śpiewka

Niestety wydaje się mało prawdopodobne, żeby nastawienie mediów głównego nurtu do gier zmieniło się w najbliższym czasie. To nie pierwszy bowiem raz, kiedy dziennikarze piętnują wirtualną rozrywkę. Tak jak np. kilka dni temu, kiedy to „Gazeta Wyborcza” donosiła, że „fanatyk Diablo III” poszedł do pracy z trzema nożami, a wcześniej informował na Facebooku, iż idzie zabijać. Okazało się – na co zwrócił uwagę mój redakcyjny kolega w swoim felietonie w serwisie cdaction.pl – że wpisów na profilu „fanatyka” o nowej grze Blizzarda nie było – odnaleziono za to… cytaty z Biblii o sądzie ostatecznym. Może więc to nie Diablo, a Pismo Święte zainspirowało „fanatyka”? Tu właśnie leży główny problem – media licząc na sensację, nie starają się dotrzeć do sedna sprawy. Gdy widzą gdzieś informację, że „chciał zabijać z powodu Diablo III”, klepią taki sam artykuł, nie zagłębiając się w problem.

Zresztą, nie jest to pierwszy wybryk TVP w tej kwestii. W styczniu 2011 drugi kanał Telewizji Polskiej w programie „Magazyn Ekspresu Reporterów” wyemitował reportaż, który nie pozostawiał złudzeń i stawiał sprawę jasno: gracze to – bez wyjątku – osoby uzależnione, które tracą konflikt z rzeczywistością. I po raz kolejny – nie mam nic przeciwko zwracaniu uwagi na problem, który istnieje, ale autorzy materiału generalizowali, wrzucając wszystkich do jednego worka. Do tego jak zwykle skoncentrowano się tylko na grach, nie próbowano dociec, czy spędzanie nadmiernego czasu przed komputerem/konsolą nie wiążę się z innymi, ukrytymi problemami. Człowiek to skomplikowana maszyna, na psychikę którego składa się wiele elementów. Co prawda, pojawiły się głosy broniące wirtualnej rozrywki, ale wydźwięk reportażu był jeden: gry są niemal tak samo groźne, jak alkohol czy narkotyki.

Materiał z "Magazynu Ekspresu Reporterów"

Szansa na poprawę?

Nie wydaje mi się, żeby postrzeganie gier w mediach – a przez to i przez opinię publiczną – miało się szybko w Polsce zmienić. W przeciwieństwie do Zachodu (USA, Wielka Brytania, itd.), gdzie wirtualna rozrywka stała się częścią popkultury (choć też nie jest idealnie…), nad Wisłą nadal gry są często traktowane, jako „groźne zabawki dla dzieci”. Najprawdopodobniej winą za ten stan rzeczy można obarczyć długoletnie odcięcie naszego kraju od „cywilizowanej” części Europy. Podczas gdy Amerykanie zagrywali się w Pac-Mana i wiele innych produkcji, u nas grami interesowała się stosunkowo niewielka grupa zapaleńców. Ten stan rzeczy zaczął się tak naprawdę zmieniać dopiero od przełomu XX i XXI. wieku.

Poza tym gry cierpią na chorobę wieku dziecięcego – to stosunkowo młode medium i musi minąć sporo czasu nim zostanie w pełni zaakceptowane przez społeczeństwo. Nawet przecież film i telewizja były na początku odżegnywane od czci i wiary. Musi po prostu nastąpić zmiana pokoleniowa – dzisiejsi gracze muszą zastąpić (także na stanowiskach dziennikarskich i politycznych) poprzedników. Dopiero wtedy może się coś zmienić.

Piotrek.
Trwa ładowanie komentarzy...